O kobiecym klanie. Dlaczego potrzebujemy innych kobiet.
- bellablumchen
- 6 lip 2016
- 3 minut(y) czytania
Chciałabym zapytać o tyle rzeczy. Czasem gubię się w gąszczu "nie wiem" i potrzebuję wsparcia. Wyobrażam to sobie tak: zasiadamy do stołu i jemy. Śpiewać nie umiem i nie bardzo lubię. Jeść tak. Więc jemy, albo pleciemy sobie warkocze i opowiadamy historie. Opowiadanie historii, słuchanie i bycie wysłuchaną działa cuda. I pośrednio to jest odpowiedź na pytanie: o co w ogóle chodzi w tym całym girl power?
Nie da się przeżyć wszystkiego w życiu (choć ja usilnie próbuję). Można się pogubić (mnie się to bajecznie udaje). Są czasy kiedy idziemy same, uzbrojone tylko we własne serce w roli kompasu, są czasy gdy potrzeba przewodnika. Nie wierzę w nauczanie, ani w udzielanie złotych rad. Za to od zawsze wierzę w potęgę opowieści. W czasach kiedy rodziny nie są wielopokoleniowe, a my przeprowadzamy się tak często, potrzeba mieć swoją rodzaj rodziny z wyboru. Ja mówię: babski klan, GIRL GANG. Czemu od razu kobiecy? Bo pewne doświadczenia są tylko kobiece. Bo kobiety mają wspólny mianownik w postaci przeszłości historycznej, spuścizny kulturowej, biologię. Rzeczy, których w pewnym sensie nigdy nie dzieliły z mężczyznami. Mam organiczną potrzebę kobiet.
KIEDY NAGLE Z LASKI, KTORA MA UCZULENIE NA BABY STAŁAŚ SIĘ ICH WIELKĄ ORĘDOWNICZKĄ, BLIMSIEN?
Często pytają mnie, kiedy chcą żebym wygłosiła jakąś prelekcję o kobiecej solidarności. Otóż wtedy, kiedy przestałam otaczać się równolatkami z przydziału. Przydziału szkoły, przydziału pracy itp. Zaczęłam spotykać kobiety 5, 10 i 15 a nawet więcej lat starsze ode mnie. I co się stało? Mogłam pogadać o czymś więcej niż zaliczeniu na dany przedmiot, o tym kiedy będzie wypłata, albo o malowaniu paznokci. Mogłam zapytać, jak to jest chcieć mieć dziecko właśnie teraz, kiedy spotykasz odpowiedniego mężczyznę, ale on już nie chce mieć dzieci, a dla ciebie za chwilę będzie już na dzieci za późno. Jak to jest mieć depresję poporodową kiedy twoje zdrowe w teorii dziecko rodzi się z zespołem Downa i zanim jeszcze wymyślisz jak podzielić się tą nowiną ze światem, twój partner opisuje wszystko na fejsie. Mogłam usłyszeć historię o tym, jak to jest wziąć ślub i kiedy znajomi w pracy nie zdążyli jeszcze dojeść ciasta po weselu, a ty wywołać zdjęć z uroczystości, ściągasz po cichu pierścionek i obrączkę, bo twój mąż zdradził cię i to nagle wyszło, a on wcale ani nie chce reperować ani też specjalnie nie żałuje więc składasz pozew o rozwód.
Dzięki tym spotkaniom, dzięki bliskim kobietom usłyszałam jak to jest rzucić pracę, w której gnoi cię szef. Jak to jest rzucić wszystko i iść za głosem serca, które wytycza ci nagle inną zawodową ścieżkę. Dowiedziałam się też, że macierzyństwo choć jest cudem bywa bolesne, kiedy tworzysz, bo jesteś zmęczona i w rozkroku pomiędzy człowiekiem którego kochasz, a powołaniem. Dowiedziałam się jak to jest kiedy gwałci cię mężczyzna, któremu ufasz i nie ma nikogo komu można opowiedzieć taką historię, bo wszyscy nagle nabierają wody w usta i niezbyt chcą wiedzieć, bo może nic takiego się nie stało skoro to twój były chłopak?
Te opowieści są karmiące. Niektóre z nas muszą wyruszyć na poszukiwanie swojej duchowej rodziny, bo kobiety w ich prawdziwej rodzinie są totalnie inne, nie ma ich, albo zawiodły. Potrzebujemy tych opowieści, żeby poczuć, że możemy i żeby zrozumieć co się z nami dzieje. Że mamy prawo do swoich uczuć ale też, że niektóre z nich są totalnie powtarzalne i naturalne. Żaden parentingowy profil na instagramie Wam tego nie da. Te historie, to historie z krwi i kości, autentyczne aż do ich szpiku, są duchową strawą, czymś co pokrzepia, ale też na czym można budować.
Jestem w takim punkcie mojego życia, że mam tych pytań mnóstwo.
Co trzeba poświęcić skoro nie można być idealną gospodynią domową, żoną, matką, pracownicą. A co jeśli przy tym wszystkim chce się jeszcze tworzyć?
Jak zrównoważyć w sobie siłę i kobiecość? Jak nie być kastrującą sekutnicą, ale nie ulegać presji otoczenia, które chciałoby, żebyś była miła i nie wychodziła przed szereg? Czy jest życie po macierzyństwie? Czy posiadanie dzieci wzmacnia więź między ludźmi czy osłabia i sprawia, że nagle jesteście dobrze/średnio/kiepsko prosperującą firmą? Czy dorastając trzeba porzucić swoje marzenia? Czy one muszą umrzeć? Czy nie mogę ich zachować? A co jeśli nigdy nie będę gotowa fizycznie zajmować się swoimi starzejącymi się rodzicami? Czy rozwód to nieunikniona część małżeństwa w naszych czasach? Czy całe życie już będziemy zdobywać wszystko tylko po to żeby to stracić? Czy kiedyś tracenie przestanie boleć? Czy będzie przyjemne, wzruszające i piękne, a nie tylko kurewsko piekące w serce? Czy inni ludzie myślą tyle co ja? Jak to jest być dojrzałą kobietą? W dojrzałym ciele? Czy seks im jesteśmy starsze tym jest lepszy czy gorszy?
Jak myślicie?
Jeśli chcesz przeczytać więcej czułych opowieści o kobiecym doświadczeniu, sięgnij po moją najnowszą książkę Miękko.





Komentarze