top of page

Zamiast martwić się, czy wyglądasz młodo, zapytaj siebie: czy czujesz się żywa?

  • 22 kwi
  • 3 minut(y) czytania


Zamiast martwić się, czy wyglądasz młodo, zapytaj siebie: czy czujesz się żywa?

Był chłodny, ale słoneczny poranek w kwietniową środę i właśnie to zdanie obudziło mnie ze snu. Od wielu tygodni zastanawiam się nad dojrzewaniem, a może po prostu starzeniem. Nad kulturowym podejściem do utraty jędrności i siwiejących włosów i nad możliwościami, jakie daje nam współczesna medycyna, rynek suplementów, holistyczne metody dbania o zdrowie. Ledwie wczoraj rozmawiałam ze znajomym lat 45+ o tym, że z jednej strony medykalizujemy wszystko i rzeczy tak podstawowe jak oddech, odżywianie i ruch sprowadziliśmy do tajemnej wiedzy, którą trzeba trackować zegarkami i aplikacjami, zatrudniać specjalistów, badać ciało, by łykać suplementy, o których istnieniu nasi rodzice nawet nie mieli pojęcia. Czy to naprawdę potrzebne? Dlaczego zapotrzebowanie mojego ciała na kreatynę przekracza możliwość dostarczenia jej z dietą? Albo takiej witaminy D? Czy to wszystko spisek big pharmy?


Przywilej starzenia się.

A jednak, mimo narzekań na jakość jedzenia, wyjałowioną ziemię, warzywa bez smaku, jeszcze w XVIII wieku średnia życia wynosiła 35 lat. Dziś mam 38 lat i mogłabym jeszcze na luzie po raz pierwszy w życiu zostać biologiczną matką. Prawdopodobnie będę mieć tę możliwość jeszcze przez kilka lat. Interesuję się kobiecym zdrowiem zawodowo, interesuję się menopauzą i perimenopauzą. I bum, nagle docieram do informacji, że po 35 roku życia warto suplementować melatoninę, by wspierać owulację, zdrowie kości, piersi i poprawić nastrój. Może rynek suplementów to nie tylko wielki i generujący znaczne zyski biznes, może po prostu kiedyś, jeśli dożyło się sędziwego wieku 35 lat, miało się 7 własnych zębów, twarz pooraną zmarszczkami i bardzo spracowane ciało? Może dziś narzekamy na siedzący tryb życia, klimatyzację i siedzenie w pozycji krewetki, ale wszystko, co możemy dla siebie zrobić, sprawia, że w wieku, w którym ludzie kiedyś umierali, my wyglądamy świetnie i czujemy się zdrowo (często też po prostu najzwyczajniej w świecie zdrowe jesteśmy).


Na czym tak naprawdę skupiamy uwagę?

Kiedy jednak słucham znajomych, własnych narzekań, a czasem także klientek na spotkaniach 1:1 mam taką myśl, że nie tylko boimy się starości i dojrzewania, nie tylko przyjmujemy za pewnik, że jak po 30 czy 40 wstajesz i nic Cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz, ale też skupiamy się często na tym, co widać na pierwszy rzut oka: siwych pasmach, kurzych łapkach, wiotczejącej skórze, owalu twarzy, który się zmienia, poziomom energii, ilości alkoholu, po której pojawia się kac gigant, niedospaniu, ale brakuje w tym obrazie jednego puzelka. Puzelka, który moim zdaniem jest zaszyty pod tymi symptomami, które budzą naszą dezaprobatę.


Ten brakujący puzelek

Ten puzelek to: czucie się żywym.


To uczucie, które pamiętasz gdzieś bardzo głęboko, może z dzieciństwa, może z momentów, kiedy wszystko było trochę bardziej intensywne, a świat pulsował możliwościami. To uczucie wcale nie znika z wiekiem, tylko czeka, aż znowu zrobisz mu miejsce.


Czego naprawdę się boimy?

Moja robocza teza to: w rzeczywistości w starzeniu się, nie boimy się tak bardzo zmian w wyglądzie ile tego, że nasza szansa przeminęła. Że życie potoczyło się być może inaczej, niż sobie to wyobrażaliśmy. Boimy się, że jest już za późno.


A jednak! Nadal możemy zrobić mnóstwo rzeczy, by czuć się żywą! Co ciekawe, nasz los nie jest determinowany w tak dużym stopniu przez czas, co przez nasze niedowierzanie w neuroplastyczność mózgu. Około 25 roku życia konstytuuje się nasza narracja na własny temat: jacy jesteśmy, a jacy nie. Co jest dla nas w tym życiu, a co nie. I jeśli zbyt mocno wierzymy w tę tożsamość, będziemy w kółko rekreować pewne sytuacje w życiu i nazwiemy to losem. Dni staną się do siebie podobne, życie jeśli zaskakuje to niemiło i człowiek marnieje i smutnieje czując, że dekady młodości przeleciały mu przez palce.


Opowieść można napisać na nowo

Dobra wiadomość jest taka, że opowieść o sobie można zmienić. Tożsamość można ukształtować na nowo. I nadal można robić rzeczy, które łączą cię z tym dziecięcym zachwytem i poczuciem możliwości i wolności. Więc jeśli jesteś millenialsem, który dołączył do klubu biegaczy zamiast robić flaszkę, albo kupiłaś sobie szosowy rower i nie możesz doczekać się soboty, wiedz, że uśmiecham się do ciebie po drugiej stronie monitora.


Nie trać iskry. Nie trać apetytu na życie. Te zmarszczki dodają Ci uroku, kiedy opowiadasz o tym, co Cię ekscytuje!


Jedno zdanie, które chciałabym, żebyś zapamiętała

„Nie tyle starzejemy się w ciele, co w opowieści, którą o sobie powtarzamy i to ona decyduje, czy czujemy się żywe, świeże i pełne entuzjazmu.”

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page